niedziela, 28 sierpnia 2011

FELICJA POZDRAWIA


Dziś bez przepisu - rano zrobiłam ciasto, ale pokażę je dopiero jutro, dziś jakoś nie mam weny :) Wenę za to mam na pokazanie mojej pupilki małej - Felicji, Felusi, Felci, Myszki, Misia, Małego Kotka, Córeczki - długo by wymieniać jej imionka. Jak Wam się podoba moje małe - duże kociątko?

sobota, 27 sierpnia 2011

MARTULKI


Wieczorna ochota na słodkości wygrała z postanowieniami dotyczącymi diety, szczupłego ciała boginii, bla, bla, bla... Zainspirowana przepisem Dobromiły (klik) postanowiłam zrobić ciasteczka w podobnej formie. Takie najprostsze, kilkuminutowe. Składniki dobierałam "na oko" - pierwszy raz w życiu :)


Ciasteczka Martulki

około 1,5 - 2,5 łyżki masła
2 łyżki margaryny
bardzo duża łyżka cukru pudru
2 łyżki cukru kryształu
łyżka miodu
2 kopiaste łyżeczki kakao
garść wiórków kokosowych
płatki kukurydziane - tyle, by ładnie połączyły się z syropem (około 2 - 3 dużych garści)

Masło i margarynę rozpuścić w rondelku, dodać cukier, cukier puder i miód, mieszać do uzyskania syropu, następnie wymieszać z kakao. Zdjąć z ognia, wsypać płatki kukurydziane i wiórki, pokryć dokładnie syropem. Układać ciastka na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, wystudzić.


Ciastka są maksymalnie słodkie... Pyszne! A niektórzy sobie pewnie pomyślą "dlaczego akurat martulki?" - ano obiecałam wczoraj jednej ze swoich najlepszych koleżanek, Marcie, że te ciasteczka będą nazwane jej imieniem. Słowa dotrzymałam, a ostatni martulek czeka na zjedzenie. Miłego dnia!

piątek, 26 sierpnia 2011

CUDOWNA KAROFFELSALAT NA BÓL BRZUCHA I... ODPALAM "LISTĘ ŻYCZEŃ JEDZENIOWYCH"


Wczorajszego wieczora tak strasznie mnie rozbolał brzuch, że no normalnie myślałam, że zejdę. Ale (ku pewnemu niezadowoleniu mojego M. - tak, tak, już czytam w myślach to słynne "oj Ola, Ola") pomyślałam sobie, że może jak zjem coś dobrego to jak zwykle przejdzie. Tak, wiem, że to dziwne zachowanie, że przy bólu brzucha to tylko no - spa, stoperany, łóżko i "tron", ja tak jednak nie umiem, po prostu czuję, jak mnie niesie do kuchni i coś w środku - prawdopodobnie szwankujące kiszki - każe mi JEŚĆ. Zebrałam myśli, wybrałam potrawę, wyjęłam na kuchenny blat wszystkie składniki, nawet z nadmiarem i zabrałam się do roboty. Kartoffelsalat, upgrade 2011, z majonezem oczywiście, i z pomidorami - to dopiero nowości... Ważne, że wyszło. I że po zjedzeniu jej przestał mnie boleć brzuch :)


Kartoffelsalat z pomidorami

4 duże ugotowane ziemniaki
kilka frankfurterek (do 4) lub 4 - 6 plasterków podsmażonego boczku
niewielka cebula
2 spore pomidory
duża łyżka majonezu
sól, pieprz

Ziemniaki i pomidory pokroić w dość dużą kostkę, cebulę w bardzo drobną, frankfurterki w półplasterki (boczek w średniej wielkości kostkę). Wymieszać wszystkie składniki z majonezem, doprawić solą i pieprzem. Odstawić na pół godziny do "przegryzienia".


Ta moja kartoffelsalat diametralnie różni się od tej klasycznej wersji, ja to wiem. Mimo wszystko wolę tę swoją wersję - jednak bardziej smakuje mi ona z majonezem i większą ilością dodatków niż tylko cebula. Ot, takie moje widzimisie. Maman próbował, mówiła mi, że całkiem jej smakuje. No, mówiła, że całkiem, ale jak na mój gust, to chyba troszkę bardziej, niż całkiem, bo zjadła mi połowę sałatki! A przyznam, że było jej dużo.
Cieszę się, że tak mi to ładnie idzie, to moje pichcenie. Trening czyni mistrza - trenuję, trenuję, trenuję :)


ten przepis bierze udział w akcji "warzywa psiankowate" organizowanej przez autorkę bloga Mops w kuchni
link do akcji... KLIK

Tak sobie myślę - co by tu sobie ugotować w najbliższym czasie? Ma ktoś ochotę pomóc? Wpisujcie w komentarzach propozycje - zrobię taką małą przepisową "listę życzeń" :)